Wywiad Teraz Rock 11/2011

Istna magia

Milczeli przez pięć lat. Niedawno wrócili w nowym-starym składzie. Efekt – Imago – jedna z najlepszych płyt Artrosis. Opowiada o niej Medeah, wokalistka, współautorka repertuaru i założycielka grupy.

Powiedz, jak doszło do tak radykalnej zmiany składu Artrosis? Z oświadczenia w internecie wynika, że z muzykami, z którymi przed pięciu laty nagrywałaś płytę Con Trust, nie mogłaś się porozumieć co do kształtu kolejnego materiału. Ale po ich odejściu, do zespołu wrócił w marcu 2011 dawny wieloletni członek grupy, klawiszowiec Maciej Niedzielski, mający wielki wkład kompozytorski w najsłynniejsze płyty zespołu. Rozumiem, że wszystkie dawne nieporozumienia z nim zostały wyjaśnione i tworzeniu materiału towarzyszyła nowa energia?

Nie było nieporozumień między mną a Maćkiem. Wszystko wyjaśniliśmy sobie w 2004 roku, kiedy postanowił odejść z zespołu. Na szczęście Nie było to burzliwe rozstanie, po którym nie byłaby możliwa reaktywacja pierwotnego składu. Przez te wszystkie lata każdy z nas szedł własną drogą. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Pod koniec ubiegłego roku, gdy doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie wydać płyty o jakiej marzę z dotychczasowym składem, trzeba było podjąć radykalne decyzje. Prace nad albumem przedłużały się w nieskończoność i w zasadzie nic nie wskazywało, by ta sytuacja miała się zmienić. Wersja o odejściu chłopaków też jest mocno naciągana i to przez nich samych. Prawda jest taka, że podjęłam decyzję o zmianie składu zanim jeszcze panowie wydali swoje oświadczenie. Wiedzieli o tym, lecz ja chciałam z każdym z osobna porozmawiać i podziękować za lata fajnej współpracy. Jednak pod osłoną nocy pierwsi zamieścili swoje oświadczenie i wysłali do mnie maile (śmiech). Sprawą honoru jest to, jaką kartą zagrali, i w jaki sposób chcą tworzyć wizerunek swojego zespołu. Ja nigdy bym się nie zdecydowała na taki krok w stosunku do nich. Nawet gdybym bez ich wiedzy zamieściła swoje oświadczenie – jak to oni zrobili – to z czystego szacunku dla ich pracy nie miałabym sumienia manifestować, kto komu podziękował nie wspominając o manipulacji faktami. Dlatego w moim oświadczeniu nie ma oskarżeń pod ich kątem lecz jest to takie oświadczenie jakie wg. mnie powinniśmy razem napisać od początku. Przykro mi, że dla swojego PR-u i własnego dowartościowania bez wahania poświęcili lata wspólnego grania.

W zasadzie zwrot akcji nastąpił wraz z nadejściem nowego roku. Stwierdziłam za namową kilku znajomych, że skontaktuję się z Maćkiem i zaproponuję mu powrót. Później w rozmowie Maciej przyznał się, że jednym z jego postanowień noworocznych był tak zwany powrót do korzeni. To naprawdę było dziwne, gdy pierwszy raz od tak długiego czasu rozmawialiśmy przez telefon. Nasze konwersacje przedłużały się do tego stopnia, że trwały godzinami. Prawie straciliśmy głos. Znajomi śmiali się, że powinniśmy wystąpić w programie Zerwane Więzi (śmiech). Wszyscy powoli mieli tego dosyć, a my gadaliśmy i gadaliśmy. Nie sposób pominąć także naszego nowego muzyka – Artura Tabora, który nagrał z nami Imago. To świetny i bardzo doświadczony gitarzysta. Na płycie zagrał znakomicie. Bardzo dobrze wczuł się w klimat całego materiału. Momentami gra bardzo zachowawczo, momentami schizotycznie, ale również pięknie – tak po artrosisowemu po prostu (śmiech). Mówisz o nowej energii... To było zdecydowanie coś więcej. Płytę z Maciejem skomponowaliśmy w dwa tygodnie – czyli jak za starych dobrych czasów przy albumie Fetish. Część kompozycji było gotowych – zarówno ja, jak i Maciej mieliśmy już jakieś swoje pomysły, część zaś zrobiliśmy razem od zera. Pamiętam jak powstała pierwsza nasza wspólna kompozycja po jego powrocie, Za wszystko – nic. Z wrażenia długo nie mogłam zasnąć. Jakbym cofnęła się w czasie – istna magia.

Imago – czyli ostateczne stadium w rozwoju owadów przechodzących proces przeobrażenia – ten tytuł jest w kontekście powyższego nadzwyczajnie trafiony.

Ten tytuł to moja sprawka. Słuchając surowego materiału, nad którym pracowaliśmy, czułam że jest to naprawdę coś, czego mi brakowało w muzyce Artrosis. Stwierdziłam, że „jesteśmy w domu” i nigdzie już nie zamierzamy się ruszać. Przeobrażenie dobiegło końca, a że pilnie swego czasu uczyłam się biologii – pamiętałam o czymś takim jak imago właśnie. Artrosis nie raz już zmieniał kierunek, jednak dopiero teraz jestem do tego stopnia zadowolona z efektu, że postanowiliśmy w trakcie trasy zagrać płytę w całości, gdyż nie miałam sumienia usunąć żadnego utworu. Imago jest dla mnie najlepszą płytą jaką kiedykolwiek udało się nam stworzyć. Choć do tej pory powoli godziłam się z myślą, że nigdy nie uda nam się przeskoczyć Fetish i mojego ulubionego Samuela, teraz mogę powiedzieć że Imago znowu podnosi poprzeczkę i chyba trudno nam będzie ją przebić.

Płyta, choć niewątpliwie stanowi krok do przodu w stylistyce zespołu, jest bliższa klimatom albumów Fetish i Melange niż Con Trust, który to album był ostrzejszy, bardziej jednoznacznie rockowy. Mam wrażenie, że nie tylko narzucił to kompozytorski styl Macieja, ale sama najlepiej czujesz się właśnie w takiej stylistyce.

Dokładnie tak. Zdecydowanie bliżej mi do klimatów Fetish i Melange. Co nie oznacza oczywiście, że Con Trust według mnie to jakaś porażka. Z założenia miało być rockowo i było. Teraz jestem pewna, że gdyby zaaranżować Con Trust tak jak Imago, byłaby to płyta zdecydowanie lepsza.

Czy nie uważasz, że wrzucanie Artrosis do szufladki z napisem gotyk jest dziś niedorzeczne? Jak dla mnie to raczej klimatyczny industrial. Mnóstwo tu elektroniki, mniej gitar, no i – jak kiedyś – automat perkusyjny...

Tak, na całej płycie gra automat, choć na koncertach będziemy wspierać się żywymi bębnami, na których gra Janusz Jastrzębowski, do niedawna muzyk Clostekellera... Na albumie chcieliśmy powrócić do bardziej syntetycznego brzmienia, z którym byliśmy do tej pory kojarzeni. Jeśli chodzi o klasyfikację... Jest mi zupełnie obojętne, jak klasyfikują nasz zespół. Artrosis to dla mnie po prostu muzyka klimatyczna. Czasem pokręcona, czasem mroczna, a czasem zwyczajnie ładna. Zawiera w sobie elementy gotyckie, industrialne, elektroniczne. Odzwierciedla nasze nastroje, emocje, inspiracje. Dlatego wydaje mi się, że nazwanie jej gotykiem – bo tak często nas klasyfikują - to w pewnym sensie pójście na skróty a jako że ortodoksyjni goci mają na tym punkcie obsesję chętnie by nas za to zlinczowali (śmiech).

Utwory Nie tamta już i Za wszystko – nic przynoszą metalowe riffy gitary, ale przepuszczone przez efekty. Numery te są zresztą zelektryfikowane do cna, co daje bardzo oryginalne brzmienie. Kto decydował w kwestii produkcji?

Zdałam się w stu procentach na Macieja. On jest do tego stworzony i praca z nim to jedna wielka przygoda. Kto zna Maćka, ten wie, że to zupełnie nieokiełznany i pozytywnie zakręcony człowiek. Jednak jeśli siada do komputera i zabiera się do pracy – żarty się kończą. Jest tylko on i muzyka. Zdarza mi się o nim mawiać pieszczotliwie f**king genius. Wtedy, kiedy zanim powiem, o co mi chodzi, on już to zrobi (śmiech).

Już tylko śnij to rewelacyjnie pokręcona, ale też chwytliwa niby-kołysanka. Jeden z moich najbardziej ulubionych fragmentów albumu.

To utwór, który napisałam jakieś trzy lata temu. Wykonywaliśmy go już na koncertach w starym składzie, jednak w innej aranżacji. To bardzo smutna piosenka. Opowiada o maleńkiej, śmiertelnie chorej dziewczynce. Zbieraliśmy dla tego dziecka pieniądze na leczenia grając trasę koncertową. Niestety, przegrało ono walkę z chorobą. To było dla mnie bardzo trudne i traumatyczne przeżycie. Sama jestem matką, a Iga – moja córeczka – była wtedy niewiele starsza od tamtej dziewczynki...

W Już tylko śnij jest śpiew frapująco nawiązujący do maniery wokalnej Anji Orthodox. W Moim niebie też, ale tylko do czasu. Powtórzę to, co po raz pierwszy powiedziałem Ci po wysłuchaniu płyty Ukryty wymiar w 1998 roku: tak przekonująco odnaleźć się w wokalnych klimatach Anji chyba nikt u nas nie potrafi, a przy tym nie jest to nigdy kopia, tylko twórcza inspiracja. Oczywiście od tamtego czasu rozwinęłaś się bardzo jako wokalistka.

Zawsze powtarzam, że dobra inspiracja to bardzo ważna rzecz dla artysty, a pewnie się ze mną zgodzisz, że Anja to dobra inspiracja (śmiech). Powiem nieskromnie: jestem bardzo zadowolona z tego, jak zaśpiewałam. Miałam wprawdzie chwilę załamania w studiu, kiedy to mieliśmy problemy z mikrofonami. Nic się nie zgadzało. Tak mnie coś wnerwiło, że pierwszy raz w życiu nagrywałam płacząc jak bóbr. Było to w utworze Za wszystko – nic. Są tam momenty, że to słychać, ale wyszło fajnie i bardzo naturalnie. W wokalu na tym albumie najważniejsze były dla mnie emocje. Nie są to trudne linie więc nie ma tu efekciarskich wokaliz. Zależało mi żeby jak najlepiej połączyć mój sposób śpiewania z przekazem słownym i cel ten myślę udało mi się osiągnąć.

Który utwór był dla ciebie największym wyzwaniem, jeśli chodzi o trudność partii wokalnej?

Jeden wokal wymyśliłam taki, że nie podołałam i musiałam go zmienić... Poczeka na swoją kolej (śmiech) Podejdę do niego przy następnej płycie.

A największe wyzwanie na płycie to chyba utwór Doskonała. Tekst napisałam pod wpływem filmu Czarny łabędź Darrena Aronofsky'ego. Musiałam tam „zaśpiewać” łabędzia białego i czarnego – kto widział film wie, o czym mówię. Jest tu fragment delikatny a także mocny i drapieżny.

W Panta rhei niesamowite wrażenie robi potężny riff, podbity niby-wiolonczelą, wolne tempo, zdehumanizowana atmosfera i dziecięcy śpiew Beztroskie dziecko śpiewające: Nic nie trwa wiecznie – to daje do myślenia.

Zaśpiewała tu moja córeczka – Iga. Bardzo kibicuje Artrosis i uwielbia płytę Imago. Była obecna podczas komponowania materiału. Utwór Panta rhei to kompozycja Maćka. Bardzo chciał tam dziecięcego wokalu. Powiedział mi o tym, więc siłą rzeczy padło na Igę (śmiech). Musiałam tylko dopisać tekst. Myślałam, myślałam i wymyśliłam, że będzie to tekst o przemianie – imago – o tym, że nic nie jest takie samo, bo wszystko ciągle się zmienia. Tu nasunęła mi się od razu filozofia Heraklita, a dzięki temu że śpiewa to zarówno dziecko jak i dorosła kobieta, staje się to znacznie bardziej wymowne w swoim przekazie. Uwielbiam wstęp do tego kawałka. Pamiętam, jak Maciej mi go przysłał. Autentycznie zasypiałam przy zapalonym świetle (śmiech). Pamiętam że napisałam mu sms – sprawiłeś, że będę się teraz bała własnego dziecka. Na szczęście już mi przeszło.

W Fatalnym przeznaczeniu śpiewasz o rozłące z bliską osobą, ale pada też: Nie mogę ci spowszednieć, jak szczegół bez znaczenia. Jakby strach przed prozą życia, która może zgasić uczucie. Temat zrujnowanego związku i obojętności pojawia się też zresztą w Za wszystko – nic, ze słowami: Nie czuję już nic, zmurszałych wspomnień bukiet dajesz mi i Tam nad przepaścią stoi dziś nasz dom...

Fatalne przeznaczenie to tematyka nieco inna niż Za wszystko – nic.

Pierwszy tekst opowiada historię o tym, jak spotyka się kobieta i mężczyzna między którymi coś się zaczyna dziać. Jednak nie mogą być razem, ponieważ każde z nich jest już z kimś związane. Stąd w tekście nie mogę ci spowszednieć – w sensie: nie mogę być na co dzień. A także: Ty dla mnie? Ja dla ciebie?fatalne przeznaczenie..., bo każde wyjście z tej sytuacji to beznadzieja. Ale w sumie patrząc teraz na ten tekst uważam, że miałeś prawo go tak zinterpretować. Natomiast tekst do Za wszystko- nic napisałam pod wpływem artykułu o kobiecie – żonie schizofrenika, która w dramatyczny sposób opowiadała o swoich życiu. Najgorsze w jej sytuacji było to, że on nie chciał się leczyć. Przez co jego choroba zawładnęła ich życiem totalnie. Bardzo go kochała, ale była na skraju załamania. Spróbowałam wczuć się w jej sytuację i napisałam taki właśnie tekst: Zabierz mnie, pozwól poznać obłędu smak, zachowań sens/ Teraz to wiem, to twój świat zabiera wszystko, co mógłbyś mi dać/ Nie wiesz jak boli gdy oddajesz wszystko – nie dostając nic.

Czym – twoim zdaniem – Imago najbardziej wyróżnia się na tle dotychczasowego dorobku?

Produkcją przede wszystkim. Maciej pozostał wierny psychodelicznym wizjom i twardym, mocnym beatom, zamieniając anioła w maszynę. Wiele tu zaskakujących smaczków klawiszowych, które dopiero po kilkakrotnym przesłuchaniu można wyłowić z gąszczu dźwięków. Całość jest utrzymana w dość jednolitym klimacie choć trzeba przyznać, że nie było to łatwe zadanie gdyż duża część materiału to pomysły, które powstały kilka lat temu. Słyszałam też opinie, że wreszcie nauczyłam się śpiewać – więc może również tym (śmiech).

Opowiedz o trasie koncertowej. Ze względu na obecność w składzie Janusza automat perkusyjny pewnie pójdzie w odstawkę?

Nie pójdzie – wręcz przeciwnie. Janusz będzie uzupełniał automat. Tak, żeby na koncercie był słyszalny ten „cios”. Żywa stopa i werbel, a dodatkowo mnóstwo niuansów rytmicznych nie do zagrania przez perkusistę. Ponadto w takiej konfiguracji będziemy mogli zachować syntetyczne brzmienie a jednocześnie wzbogacić je o klasyczny koncertowy instrument. To będzie coś o czym zawsze marzyłam, jeśli chodzi o występy Artrosis na żywo.

 

rozmawiał: PAWEŁ BRZYKCY